Morskie życzenia dla Moniki


Ostatnio przez cały czas siedzę w kartkach ;) Okazuje się, że koniec sierpnia i początek września to istny wysyp urodzin, imienin, jubileuszy czy najrozmaitszych imprez. Cieszy mnie to bardzo, bo uwielbiam robić kartki, ale przyznam szczerze, że trochę utonęłam w tych wszystkich zamówieniach. Najgorsze jest chyba pakowanie, strasznie tego nie lubię ;) No i oczywiście bieganie na pocztę ;) Na szczęście właśnie wszystko skończyłam, dziś polecą ostatnie koperty i paczka, a ja będę mieć wolny weekend :D 

Ale dziś nie o zamówieniach, tylko pachnącej wakacjami i morzem karteczce, którą zrobiłam dla Moniki z okazji jej urodzin i zabawy Niteczki w karteczki. Ostatnio Monika często pokazuje marynistyczne hafciki, również w jej sklepie można znaleźć dużo morskich wzorów i tak jakoś zrobiła mi się dla niej kartka w takim właśnie klimacie. Praca nad nią była czystą przyjemnością, bo wykorzystałam genialną kolekcję Studio Light, którą pokazywałam w tym wpisie (klik). 


Po raz kolejny postanowiłam opuścić moją strefę komfortu i zrobić coś nowego, tym razem jest to nieoczywisty motyw z dziewczynką no i morski, a nie kwiatowy klimat całości. Wybrałam więc radosny obrazek z zestawu, który zamówiłam z kolekcji i zaczęłam kombinować. Bardzo fajnie sprawdził się tutaj kawałek kartonu, więc jeśli nie macie po ręką kosteczek dystansujących, to rozejrzyjcie się za jakimś pudełkiem :D 


Ster, który kupiłam na moim pierwszym Skrapowisku również znalazł właściwe miejsce :) Karteczka nie jest duża, więc ograniczyłam dodatki do jednego elementu. Oczywiście nie mogło także zabraknąć mojego ulubionego wykrojnika, czyli Moc życzeń. Naprawdę nie wiem jak ja mogłam bez niego funkcjonować ;) 



Lekkości dodała odrobina poszarpanej gazy tu i ówdzie. Przez chwilę zastanawiałam się jeszcze nad chlapkami, ale ostatecznie z nich zrezygnowałam, bo są już na papierze.




Kolekcja Studio Light naprawdę skradła moje serce, a praca z tymi papierami, to czysta przyjemność. Na jednej kartce na pewno się nie skończy, zwłaszcza, że mam pomysł na bardzo fajne wakacyjne mini LO, które zawiśnie w nowym miejscu :D Tymczasem zmykam do mojej  metamorfozy hafciarskiego słoiczka ;) 

Ania



Jak usunąć pasek nawigacyjny na Bloggerze?


Pasek nawigacyjny może być prawdziwą zmorą, przede wszystkim bardzo często jest nieużywanym elementem, gdyż część blogerów wybiera logowanie przez pocztę, by nie nabijać dodatkowych wyświetleń. Po drugie, nie jest to najpiękniejszy element, nawet jeśli wybierzemy transparentną opcję, a na dodatek w nieelegancki sposób przykleja się do szablonu, co jest irytujące, jeśli naprawdę wysilimy się nad nowym wyglądem. Kolejnym minusem jest to, że już w ciągu kilku pierwszych sekund zdradza platformę, na jakiej działa nasza witryna, a często autorzy nie chcą ujawniać tej informacji, a przynajmniej nie zaraz po wejściu na stronę. Usunięcie Bloggerowych elementów jest ważne, zwłaszcza w przypadku osób, które zamierzają zarabiać na blogu lub po prostu sprawić, by wyglądał o wiele bardziej profesjonalnie bez zbędnych nakładów finansowych. Ale dosyć już tego wstępu, zapraszam do obejrzenia filmu :)



Mam nadzieję, że ten materiał będzie pomocny :)

Ania :) 

Miechunki #1



3, 2, 1... START!!! Wreszcie zabrałam się za miechunki! Przyznam szczerze, że kiedy pojawił się pomysł na ten haft miałam strasznego powera i parcie na projekt, ale jakoś wszystko się rozeszło w czasie i już mamy koniec miesiąca, a ja dopiero zaczynam. Pracy coraz więcej, zmrok zapada coraz szybciej, a czasu na wszystko coraz mniej, zwłaszcza, że ostatnio siedzę po uszy w kartkach. Robię kartki na wymianki i zabawy, na które zapisałam się wcześniej oraz indywidualne zamówienia. Bardzo mnie cieszy to całe kartkowanie, ale trochę za bardzo się to wszystko teraz skumulowało. 

Jednak mimo wszystko w sobotę zabrałam się za miechunki (WRESZCIE!), choć tak naprawdę tego nie planowałam. Po prostu zabrałam się za odmierzenie materiału i dalej jakoś samo poszło ;) Żeby było mi milej włączyłam film i postawiłam trochę krzyżyków. Szału nie ma, bo za haft wzięłam się grupo po dziesiątej, więc sztuczne światło szybko mnie zmęczyło, ale cieszę, że coś się ruszyło. 

Tak, jak wcześniej zapowiadałam, pracuję na Murano Luganie 32 ct w kolorze beżowobrązowym muliną DMC. Przy pierwszej sesji z tym haftem postawiłam 104 krzyżyki, dzięki którym wiem, że łatwo nie będzie. Utrudnieniem jest drobniutki materiał, do którego muszę się przyzwyczaić, a to zajmie mi trochę czasu i zdecydowanie muszę się zorganizować tak, żeby możliwie najdłużej pracować przy dziennym świetle. Przy tym miechunkowym maleństwie nieco większa Lugana, na której wyszywam zielnikową różę, to istny kolos ;) 

Na razie powstała gałązka i już nie mogę się doczekać kiedy pojawią się kolory, czyli pierwsza miechunka. Postanowiłam, że kontury zostawię na sam koniec, przynajmniej tam, gdzie mogę, bo tak po prostu szybciej mi się pracuje. A teraz zmykam do miechunek, bo dziś wreszcie mam nieco wolniejszy dzień i mogę jeszcze przy popołudniowym słoneczku postawić trochę krzyżyków.

Ania :)

Przegląd najnowszej kolekcji Studio Light


Przyznaję, że mam kilka słabości, nie tylko namiętnie gromadzę zestawy do haftu i generalnie najrozmaitsze wzory, ale też chomikuję bloczki z papierami od Studio Light. Uwielbiam ich projekty, a fakt, że niektóre kolekcje można znaleźć w lokalnej hurtowni papierniczej, jeszcze tylko pogarsza sprawę ;) Na początku miesiąca pojawiła się przedsprzedaż najnowszej kolekcji - Summer Feelings - i oczywiście nie mogłam sobie odmówić przyjemności zakupu tych cudowności. Po raz kolejny nie zawiodłam się na tej firmie i jak zawsze byłam i wciąż jestem oczarowana papierami, jakie znalazły się w bloczkach. A ponieważ moją misją i celem na blogu oraz kanale jest pokazywanie i recenzowanie różnych produktów, nagrałam mały przegląd kolekcji :D 





Mam nadzieję, że nagranie będzie pomocne dla osób, które zastanawiają się nad zakupem tych papierów :) Tymczasem zmykam do moich zamówień :) Miłego weekendu :)


Ania


P.S. Arkuszy z die-cutami jest znacznie więcej, więc każdy znajdzie coś dla siebie ;) 

Imieninowe CANDY - wyniki!!!


Czas na wyniki Imieninowego CANDY!!!

Włochaty kotek z tekturki


Uwielbiam zabawy z tekturkami! Już same w sobie wyglądają ładnie, ale zawsze można jeszcze trochę pokombinować :) Zazwyczaj je koloruję lub dodaję embossing na gorąco, ten ostatni zabieg świetnie się sprawdza w przypadku delikatnych tekturek, bo dzięki dodatkowej warstwie nie tylko utrwalamy kształt, ale również wzmacniamy całość. No i jeszcze ten błysk ;) 

Jednak na rynku pojawia się tyle fantastycznych produktów, że naprawdę możliwości jest coraz więcej. Niedawno na sklepowych półkach rozgościł się puder do embossingu na gorąco, który działa jak klej :D Można go stosować na wielu różnych powierzchniach i z wieloma różnymi produktami, np. mikrokulkami, brokatem, złotą folią w płatkach, meszkiem, etc. Ja zrobiłam włochatego czarnego kota, który wyszedł naprawdę super :) 



Na koniec jeszcze kilka rad: przede wszystkim miejcie gdzieś pod ręką mokre chusteczki i odkurzacz, meszek jest lekki i może polecieć trochę dalej, niż mamy na to ochotę; podgrzejcie puder raz a dobrze, jeśli podgrzejecie puder już po nałożeniu meszku (bo gdzieś jeszcze nie roztopił się do końca), wszystko się stopi razem i nie będzie efektu; do przyklejania najlepiej sprawdza się łyżeczka. Mam nadzieję, że wypróbujecie tę technikę, bo naprawdę warto. Efekt jest bardzo przyjemny :)

Ania :) 

P.S. Zostały jeszcze tylko dwa dni na zapisy w moim Imieninowym CANDY :)


Sizzix Big Shot: Wasze pytania


Często pytacie o mojego Sizzix'a, zwłaszcza po filmach z jego udziałem ;) Zawsze staram się odpowiedzieć na Wasze pytania możliwie najlepiej, ale w krótkiej wymianie zdań, najczęściej na Facebooku nie da się rozwiać wszystkich wątpliwości. Dlatego też postanowiłam nagrać wprowadzenie do Big Shot'a, w którym opowiem o wszystkim, co jest związane z maszynką i odpowiem na najczęściej pojawiające się pytania. Dajcie znać w komentarzach pod tym postem czego chcielibyście się dowiedzieć lub z czym macie problem :) 

Ania


Otwieramy zestaw do haftu firmy Dantel


Jakiś czas temu myślałam nad zakupem zestawu firmy Dantel dla hafciarskiej koleżanki. Długo nie mogłam się zdecydować, bo wzory są naprawdę cudne, ale z drugiej strony ja jeszcze nie miałam z nimi do czynienia i nikt ze znajomych też z nimi nie pracował, więc nie do końca wiadomo co się kupuje. Ostatecznie stwierdziłam, że wybór produktu nieznanej mi marki jest zbyt dużym ryzykiem i do koleżanki poleciał inny, ale sprawdzony zestaw. 

Wybrany przeze mnie wzór bardzo się spodobał, więc wszystko się dobrze skończyło. Ona zadowolona, ja zadowolona, więc jest pełnia hafciarskiego szczęścia :) Jednak obrazy Dantel wciąż za mną chodziły, zwłaszcza jeden, przedstawiający dziewczynę na plaży skradł moje serce.  Długo walczyłam sama ze sobą, bo przecież mam już co robić do końca świata i jeden dzień dłużej, ale w końcu zdecydowałam się na zakup. Zestaw kosztował mnie 153 zł + koszty wysyłki, więc, biorąc pod uwagę rozmiar (47,6 x 33,5) to chyba dobra cena. 

Pomyślałam też, że warto pokazać jak wygląda zestaw w środku i sprawdzić, czy nie ma tam niespodzianek w postaci poplątanej muliny lub postrzępionej i nierównej kanwy.




I jak Wam się podoba zestaw? :)

Ania :) 


P. S. Od dziś nie kupuję już żadnych nowych zestawów ;)  

A miało być tak pięknie...


Zaplanowałam sobie dzisiaj naprawdę przyjemny dzień, najpierw fryzjer, potem kosmetyczne zakupy, a na końcu wycieczka do mojej ulubionej hurtowni papierniczej. Prawda, że cudny plan? Pełna optymizmu jechałam sobie do Manufaktury, gdy nagle skrzynia biegów przestała działać i to tuż przed dużym i ruchliwym skrzyżowaniem. Każdy łodzianin Wam powie, że Wojska Polskiego przy Franciszkańskiej to naprawdę kiepskie miejsce na awarię. Na szczęście jakoś bezkolizyjnie udało mi się zjechać na chodnik tylko na sprzęgle, gdzie na sam koniec zgasł silnik.

Rozhisteryzowana, bo przecież zepsuta skrzynia biegów to w zasadzie wyrok śmierci dla samochodu, zadzwoniłam po wsparcie. Posiedziałam trochę w upale, przeprosiłam każdego mieszkańca pobliskiej kamienicy, który musiał przeciskać się koło mnie, żeby móc wyjechać, bo niestety samochód ostatecznie wyzionął ducha w bramie wjazdowej.

Wreszcie wsparcie techniczne przyjechało, po kilku minutach okazało się, że tam, gdzie normalnie jest luz aktualnie znajduje się trzeci bieg, a pozostałe są zablokowane. Po chwili namysłu podjęliśmy heroiczną próbę przejazdu z miejsca awarii do domu, by tam pomyśleć co z tym wszystkim zrobić. Na szczęście do domu udało nam się dotrzeć w jednym kawałku i nawet na naszym ośmioramiennym skrzyżowaniu nie było problemu ze skrętem.

Samochód zaparkowaliśmy przed domem, bo jak później wyjechać bez wstecznego, i zabraliśmy się za grzebanie pod maską. Dla ścisłości: ja tylko patrzyłam i podawałam. Dosyć szybko udało się zlokalizować problem, którym był plastikowy element trzymający jakieś tam wiązki czegoś tam od skrzyni biegów. Plastik po prostu odmówił współpracy, co w efekcie przełożyło się na zablokowaną skrzynię i moją histerię. Już myślałam, że sprawa jest prosta, wystarczy wymienić felerny plasticzek, ale przecież w życiu nic nie może być proste. Plasticzek okazuje się być elementem większej całości, którą trzeba wymienić w warsztacie, bo w domowych warunkach jest to zbyt trudne.

Bosko, ale do tego warsztatu trzeba jakoś dojechać, najlepiej bez rozległego zawału przy każdej próbie zmiany biegu. Po rodzinnej naradzie postawiliśmy na opaski zaciskowe, które ostatecznie całkiem fajnie przytrzymały plasticzek. Efekt? Wszystko działa! Biegi pięknie chodzą no i trójka jest tam, gdzie zawsze ;) Mega dumni z siebie wróciliśmy na wcześniejsze miejsce akcji, żeby zabrać zostawiony tam samochód, bo jak ruszyliśmy na trzecim biegu, to już się nie zatrzymywaliśmy. 
Ufff... myślałam, że to już wszystko na dziś i nie przytrafią mi się żadne kolejne drogowe niespodzianki. Nawet włączyłam ulubioną płytę, bo napięcie przy zmianie kolejnych biegów powoli zaczęło ze mnie schodzić. Dojechałam do następnych świateł i zerknęłam na przeciwległy pas, gdzie akurat w tym samym momencie czerwony fiat przerzucał przez maskę jadącego prawidłowo rowerzystę. Cholera! Czy ja dzisiaj przyciągam wszystkie drogowe incydenty? Na koniec w samochodzie włączyła się rezerwa... 
A miało być tak miło... Dziś żadnego scrapowego, ani hafciarskiego wpisu niestety nie będzie, bo zajadam stres migdałowo - cytrynowym sernikiem, jednym okiem oglądając zimowy film w nadziei, że może mroźne widoki pomogą zwalczyć upał. Jedno, co mogę wam doradzić, to zawsze miejcie ze sobą opaski zaciskowe, nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać ;) Ja je mam zawsze przy sobie :D A teraz idę kupić online wszystko to, co dzisiaj miałam kupić stacjonarnie ;) 

Ania


P.S. W Scrap Butiku trwa przedsprzedaż cudnych papierów z kolekcji Summer Feelings. Nie mogłam przejść obok nich obojętnie, zresztą zobaczcie sami :D 



No i jeszcze trochę dodatków: 







Weekend z Veronique Enginger #4


Dziś mamy niedzielę, w dodatku ostatnią w tym miesiącu, więc najwyższy czas pokazać zielnikowe postępy! Strasznie się cieszę, bo jednak udało mi się nagrać i zmontować hafciarski vlog co wcale nie było takie proste. Ty razem działo się wszystko, co nie miało prawa się zadziać. Pierwszy tydzień vlogowania był zdecydowanie pechowy, na szczęści drugi okazał się lepszy, choć nie obyło się bez problemów. Osoby, które zaglądają na mojego Facebooka widziały dzisiaj wpis o problemach technicznych, więc wiedzą, że łatwo nie było. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i vlog jest już na kanale :) Zapraszam do oglądania :) 




P. S. Nie zapomnijcie o łapkach w górę i subskrybcji kanału :)