Jak przetrwać remont i nie zwariować?

11:29:00 KreatywnaTV 0 Comments


Czy da się przetrwać remont i nie zwariować? Podobno tak, ale chwilowo wcale nie jestem tego taka pewna. Właśnie mija drugi miesiąc naszych remontowych zmagań i naprawdę odczuwam zmęczenie, a myślałam, że już jestem zaprawiona w bojach do tego stopnia, że już absolutnie nic mnie nie złamie. Jednak generalny remont piętra (3 pokoje + korytarz + meble do jednego z pomieszczeń), wymiana zepsutego ogrzewania i nieoczekiwana naprawa dachu równocześnie, to ogromne wyzwanie nie tylko finansowe, ale również logistyczne, o skołatanych nerwach już nie wspominając. Takie dni, jak dzisiaj, kiedy nikt nie przychodzi i nigdzie nie trzeba jechać należą ostatnio do rzadkości.
Wraz z upływem czasu stopniowo narasta zmęczenie i niechęć do rozpoczętych prac. Coraz trudniej jest też zmobilizować się do załatwienia kolejnych spraw i zakupów, bo przecież ile razy w tygodniu można jeździć w to samo miejsce? W końcu marzy się tylko o jednym - zakończeniu wszystkiego i powrocie do normalności. Ale przecież nie przerwie się remontu w trakcie malowania przedostatniego pokoju, trzeba wziąć głęboki oddech i jakoś to wszystko przetrwać. Tylko jak to zrobić? Ostatnie dwa miesiące, a w zasadzie cztery lata, bo ciągle coś się dzieje, nauczyły mnie, że czasem trzeba powiedzieć STOP i skoncentrować się na sobie, dlatego dziś mam dla Was kilka moich patentów na odnalezienie równowagi i spokoju w tym całym chaosie.
Zrób coś dla siebie. Podczas remontowego rozgardiaszu zazwyczaj domowe zabiegi pielęgnacyjnie schodzą na dalszy plan, a pierwszeństwo ma farba, gips, akryl, folia, taśma malarska, płytki, klej, fugi… W efekcie nie dość, że jest się zmęczonym, to jeszcze się fatalnie wygląda. Moim sposobem na unikniecie takich sytuacji są krótkie wypady do kosmetyczki, albo zrobienie np. paznokci przy okazji zakupów. Drobna rzecz, jak manicure, czy wyregulowane brwi, nie tylko sprawią, że będziemy dobrze wyglądać, ale też lepiej się poczujemy.
Znajdź oazę spokoju. Kiedy dużą część domu lub mieszkania ogarnia remontowy chaos, warto poszukać spokojnego miejsca, w którym można się zaszyć i zebrać myśli. Ja na szczęście mam dwa takie miejsca, pierwszym jest piwnica, gdzie nie docierają żadne remontowe dźwięki, a drugim moja sypialnia na strychu. To drugie miejsce niestety nie jest aż tak dźwiękoszczelne, ale za to utrzymane w nienagannym porządku.
Utrzymaj jeden pokój w porządku. To ważne, żeby chociaż jeden pokój wyglądał normalnie. Dla mnie jest to sypialnia, tutaj nie pojawiły się żadne pudła, a fachowcy nie mają tutaj wstępu (czego nie można powiedzieć o pralni, bo tam z uporem maniaka myją pędzle i wiadra), dzięki temu wszystko wygląda normalnie. To jedyne miejsce w całym domu, gdzie nie trzeba ściągać folii, żeby swobodnie usiąść i wypić herbatę.
Zrób coś, co sprawia Ci przyjemność. Niestety w dalszym ciągu moje wszystkie rękodzielnicze rzeczy leżą zapakowane w pudłach, dlatego o godzince z haftem czy nową kolekcją papierów scrapbookingowych mogę zapomnieć. Jednak zamiast walczyć z pudłami i nadwyrężać kręgosłup w poszukiwaniu moich przydasi postanowiłam nadrobić czytelnicze zaległości. Na pierwszy ogień poszedł ostatni numer Beading Polska i muszę przyznać, że to był najprzyjemniejszy moment zeszłego tygodnia. To była wspaniała chwila totalnego relaksu, która sprawiła, że przez jeden cudowny moment zapomniałam o wszystkich remontowych bolączkach.
Zafunduj sobie godzinę lub dwie relaksu. Jeśli uda Ci się wygospodarować godzinę, albo dwie tylko dla siebie możesz wybrać się  do kina, na zabieg relaksacyjny, albo na zajęcia jogi. W ostatnim czasie ogromną przyjemność sprawiają mi zajęcia, które łączą jogę i pilates, czuję się po nich wspaniale i nawet myśl kolejnym dniu remontu nie jest mi straszna.
Rzuć wszystko i jedź. Całkowicie wolne od remontu dni przytrafiają się naprawdę rzadko, bo często nawet w niedzielę trzeba po coś jechać, dlatego jeśli już przytrafi Ci się taki luksus w postaci 24 wolnych godzin, to wykorzystaj ten czas na małą wycieczkę. Nie musi to być daleka podróż, wręcz przeciwnie, chodzi o to, żeby najzwyczajniej w świecie zmienić otoczenie i trochę „oderwać” się od folii, gipsu farb, czy wizji gigantycznego sprzątania. A jeśli nie uda Ci się wyrwać na kilka godzin z miasta, to wybierz się na długi spacer. Czasem wystarczy naprawdę niewiele, by móc spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.
Tak wygląda moja lista rzeczy, które robię, kiedy remont zaczyna mi bardzo doskwierać. A jak u Was to wygląda? Macie jakieś swoje sprawdzone pomysły na remontowy kryzys?
Ania :)

PODOBNE WPISY

0 komentarze: